Droga do minimalizmu – Capsule wardrobe (Część pierwsza)

Ostatnio zauważyłam, że za dużo rzeczy mnie rozprasza i zajmuje mój cenny czas. Po długich przemyśleniach zrozumiałam, że najlepiej sprawdziłby się u mnie minimalizm – zarówno jeśli chodzi o garderobę, jak i o inne aspekty.

Jak doszłam do tego, że rzeczy które mnie otaczają nie są tym czego oczekuje?

Otwierałam swoją szafę pełną ciuchów i nie miałam się w co ubrać. Nic do siebie nie pasowało, to źle leżało, a w czymś innym się źle czułam. Paradoksalnie – czym więcej miałam ciuchów w szafie, tym trudniej było mi założyć na siebie coś sensownego. Jak to możliwe, skoro robiąc zakupy w sklepie wszystkie wybrane przeze mnie ubrania bardzo mi się podobały? Nic w tym dziwnego – moje zakupy nigdy nie były do końca przemyślane, nie postrzegałam swojej garderoby jako jedność, lecz jako zbiór pojedynczych elementów. I to był bardzo duży błąd. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie lubię mojej szafy, że przeraża mnie ta otchłań pełna chaosu. Stwierdziłam, że czas coś z tym zrobić. W czasie poszukiwać natknęłam się na pojęcie capsule wardrobe i pomyślałam, że to jest właśnie to czego potrzebuję.

Trudne początki

Jak to się mówi, najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. I to prawda. Jednak aby ten pierwszy krok miał sens, musi być oparty o dobry plan. Zagłębiając się w temat minimalistycznej garderoby zauważyłam, iż każdy podchodzi do tego zagadnienia trochę inaczej. Moja zmiana nie miała odbywać się na drodze rewolucji, to miała być ścieżka prowadząca mnie do harmonii ze samą sobą. Capsule wardrobe opiera się na kilku zasadach: jak najmniejsza ilość ciuchów, mała gama kolorów, wszystkie ubrania ze sobą idealnie współgrają i uzupełniają się.

Inspiracja

Pierwszym etapem było zaczerpnięcie inspiracji. To było najprostsze. Od dawna wiem co tak na prawdę mi się podoba i w jakim kierunku chciałabym iść, tylko że nie przekłada się to na praktykę… Dlaczego? Bo brak mi było planu, do którego konsekwentnie mogłabym dążyć. Jak więc powinna wyglądać moja szafa? Prostota to najlepsze określenie tego, czego poszukuję. Proste formy, stonowane kolory i klasyczne rozwiązania. Lubię połączenie nowoczesności i subtelnego retro. Bardzo podobają mi się stylizację Kasi Tusk z Make Life Easier oraz Kasi z bloga Jestem Kasia, ostatnio zachwycił mnie również blog Cammy.

Porządki w głowie i w szafie

Znacie takie sytuacje?

  1. Idziesz do sklepu, coś bardzo Ci się podoba i nieźle na Tobie leży, kupujesz to, wracasz do domu i nie masz z czym tego połączyć.
  2. Znajdujesz w sklepie ładny produkt w dobrej cenie – 100% poliestru – następna rzecz słabej jakości w Twojej szafie.
  3. Otwierasz szafę pełną ciuchów i nie masz co na siebie założyć.
  4. Robisz porządki w szafie, po czym pozbywasz się jednej rzeczy, bo przecież wszystko się może przydać.

Niestety, jest to błędne koło prowadzące donikąd. Tak więc postawiłam sobie kilka zasad:

  1. Zawsze chodzę na zakupy z listą – nie kupuje żadnych rzeczy, których na niej nie ma.
  2. Zanim kupie daną rzecz sprawdzam czy pasuje minimum do 3 rzeczy w mojej szafie.
  3. Kupuje produkty wykonany z wysokiej jakości naturalnych tkanin, np. bawełny.
  4. Wszystkie ciuchy kupuje w kolorach z wcześniej ustalonej listy, tak by większość rzeczy do siebie nie pasowała.
  5. Wybieram produkty w których dobrze się czuje i które zgodne są z moim stylem życia.
  6. Jeśli czegoś nie noszę, nie trzymam tego w szafie. Jeśli czegoś nie założyłam przez ostatni rok, to już raczej tego nie założę.
  7. Stawiam na jakość, a nie na ilość.

Praktyka

Pierwszą rzeczą było ustalenie rzeczy, które na prawdę mi się podobają. Określiłam jakie powinien być mój styl: prosty, klasyczny, elegancki. Następnie przygotowałam listę kolorów, które mają znajdować się w mojej szafie.

  1. Kolory bazowe: biel, szarość, czerń (to główne kolory jakie będą w mojej szafie, staną się bazą moich stylizacji)
  2. Kolory dopełniające: beż, niebieski (są to kolory uzupełniające moją szafę)
  3. Kolory dodatkowe: czerwień, błękit, musztarda, pudrowy róż (te kolory będą jedynie dodatkami lub akcentami, mającymi podkreślić moje stylizację, czerwień jest jednym z moich ulubionych kolorów na większe wyjścia)

Następnym etapem był przegląd mojej szafy. Na początek usunęłam z niej rzeczy, które mają nieodpowiedni rozmiar bądź są zniszczone. Potem te, których nie lubię i w których w ogóle nie chodzę. Zostawiłam w szafie moje ulubione ubrania, które najczęściej zdarza mi się nosić – tak pusto to chyba nigdy w niej nie było. Najtrudniejszym etapem była decyzja, które ciuchy z kategorii “nie wiem” zostają w mojej szafie. Zostawiłam te rzeczy, które pasowały kolorystycznie i dobrze na mnie leżały. Zdaję sobie jednak sprawę, że dużo rzeczy, które teraz zostawiłam, mogą nie być używane. Dlatego za 2-3 miesiące powtórzę przegląd zapasów.

W tym momencie wiem co mam w szafie, czego mi brakuje i co do mnie pasuje. Przede mną uzupełnianie braków i doprowadzenie garderoby do jak najwyższej używalności. Kończę z zasadą, iż noszę 20% szafy przez 80% czasu. Po zrobieniu porządków była zszokowana – w szafie znajdowały się 4 duże siatki ciuchów, których w ogóle nie nosze, 50 – – 60 sztuk odzieży poszło w odstawkę.

Postaram się pokazywać Wam na bieżąco jak się zmienia moja garderoba, czy mój plan sprawdza się w praktyce i czy jestem zadowolona ze zmian. Szafa to dopiero początek na mojej drodze do minimalizmu, już nie mogę doczekać się dalszych zmian.

(Visited 90 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz